Sieniawa 2014 (10)

CHWILA DLA ZBYSZKA SP9GYY

Halo, Halo  – czy to ty Stanisław? – tutaj Zbyszek SP9GYY.

-Tak to ja Zbyszku – witam cię I pytam co u ciebie słychać?

-No nareszcie mam cię, ostatnio nie mogę się do ciebie dodzwonić – odpowiada Zbyszek

-Mam teraz dużo roboty, maszyny hałasują – nie zawsze słyszę – wybacz – odpowiedziałem ze skruchą.

-No dobrze już,  chciałem cię tylko prosić abyś wybrał sie ze mną do mojej Sieniawy, weźmiemy Janusza SP9LAS I przejedziemy się, a przy okazji połkniemy porządnego pstrąga, którego tak lubisz. – Wiesz, coś pokręciłem sobie w radiu I sam nie umiem tego rozwikłać.  Człowiek już stary, głowa nie ta – podsumował Zbyszek.

Przez chwilę zapaliłem się do tego pomysłu, lecz rozważywszy na prędce moją sytuację, doszedłem do wniosku, że niestety tym razem nie mogę pojechać.

Choć trochę było mi szkoda tej wycieczki, ponieważ, zawsze jak jechaliśmy było miło, tym bardziej, że pogoda zapowiadała się wyśmienicie, lecz musiałem odmówić. Nawał roboty nie pozwalał mi na taką przerwę.

-Zbyszku, bardzo mi przykro, ale muszę zrezygnować, mam dużo roboty, a nie da się tego przełożyć, proszę wybacz – odpowiedziałem.

-Szkoda, że nie możesz jechać – kontynuował Zbyszek – wiesz Stasiu, że zawsze lubiłem jak byłeś z nami I cieszyło mnie gdy smakowały ci pstrągi na maśle. Mój syn zawsze cieszy się na myśl o waszym przyjeździe. Mówił mi, że lubi z wami pogadać, bo ciekawie opowiadacie o naszych łącznościach – ze mną rzadko na ten temat „gadał”- zakończył Zbigniew.

-A no szkoda, ja też żałuję, ale trudno, nie mam wyjścia, życzę miłego pobytu – kończyłem rozmowę.

-No dobrze Stasiu, jakoś to będzie, powodzenia.

-Cześć Zbyszku, zadzwonię jak wrócisz do Tarnowa.

Zbyszek rozłączył się. Dziwiło mnie trochę, że nie miał chęci do dłuższej rozmowy. Zawsze był dosyć rozmowny, powiedziałbym, że czasem lubił nawet przesadzić – a dzisiaj?

Minęło kilka tygodni, próbowałem się dodzwonić do Zbyszka – telefon milczał. Próbowałem jeszcze raz – telefon milczał. Jednak w braku odpowiedzi I w tym milczeniu wyczuwałem coś niepokojącego, coś co wprawiało mnie w stan niespokojnego oczekiwania.

Nagle ze stanu jakiegoś zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu. Na wyświetlaczu SP9AOR. Stanisław – ucieszyłem się . Pomyślałem: pewnie ma jakieś wieści, ponieważ ostatnio żadko rozmawialiśmy, chce się czymś podzielić.

-Cześć Stanisław – mówi do mnie – głos niski, bezdźwięczny – zła wróżba – myślę sobie.

-Nie pojedziesz już chyba na pstrągi do Sieniawy – oznajmił. -Myśl jak błyskawica ukazała mi obrazy, które mówiły same za siebie I już wszystko wiedziałem.

-Zbyszka już nie ma między nami!

-Tak myślałem – wyrwało mi się.

Sobotnie południe. Godzina 13:00.  Zbiera się na burzę. Powietrze ciężkie, duszno. Kątem oka zobaczyłem błysk uderzającego gdzieś daleko pioruna. W mrukliwym akompaniamencie sił natury orszak pogrzebowy wyrusza na miejsce ostatniego spoczynku.

Żegnamy Cię Zbyszku, żegnamy Cię kolego SP9GYY. Twój klucz wprawdzie zamilkł, lecz jego echo kołacze się na falach eteru I pozostanie w naszej pamięci.

Stanisław SQ9OZF

DSC_0476 (Medium)

TESTUJEMY LOKALIZACJE DO ŁĄCZNOŚI NA UKF.

 

Nie żebym ich chwalił ani obsypywał pochwałami, ale podoba mi się zapał z jakim próbują  podejść do nowych wyzwań, podobają  mi się inicjatywy zorganizowania  czegoś innego, próby szukania nowych rozwiązań, wspólnych wypadów i w ogóle podoba mi się to, że nowy zarząd Klubu SP9KAO chce pokazać , że jest „NOWY” tzn. „ Nowy inny” , „Nowy lepszy”. No, niech i tak będzie, byle nie był to słomiany zapał i nie kończyło się na efektownych zrywach a po jakiś czasie będzie tak jak zwykle, czyli szaro, jednakowo i „bezcelowo”. W żadnym wypadku  nie chciałem tu powiedzieć, że mam coś do zarzucenia ludziom starego zarządu.  Wręcz przeciwnie, należy ich działalność bardzo docenić. Przyszło im bowiem działać i zmierzyć się z rzeczywistością  w najbardziej trudnym okresie, jakim był czas zmiany właściciela obiektu, organizowanie od podstaw pomieszczeń pod swoja działalność, no i próba odbudowania na nowo struktur klubowych, odświeżenie wizerunku klubu oraz próba zbudowania nowych, lepszych więzi między członkami, jak również poszukiwania nowych, świeżych, młodych „twarzy”.

Na wstępie to wystarczy. Wracajmy  jednak do tematu. Ostatnimi czasy troszeczkę zaniedbałem sprawy klubowe i zamiast brać udział w działaniu, razem chłopakami, przedkładałem leżenie w wygodnym foteliku na działce. Piękny niedzielny poranek. Zabrałem ze sobą ręczniaka na 144 MHz, którego położyłem gdzieś na boku, bo pasmo to ostatnimi czasy nie cieszy się zbytnią popularnością ( tylko nie wiem czemu?) myśląc, że i tak będzie cisza więc po co tracić baterie. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Znalazłem urządzenia i przekręciłem gałkę głośności. Ktoś kilka razy odpalił przemiennik. Po kilu minutach słyszę znajomy głos, więc szybko musiałem wyciągnąć moje członki z fotela ( co z tak niskiego poziomu nie było wcale łatwe), ale musiałem się zgłosić ponieważ wołał nie kto inny jak Krzysztof SP9RHN. Szczerze mówiąc, ucieszyłem się, mając nadzieje na pogawędkę.   – Stefan Paweł dziewięć Roman Henryk Natalia – wywołanie ogólne – zabrzmiało z głośniczka.   -Zgłasza się SQ9 Olga Zygmunt Franek dla SP9RHN.

Nie będę przytaczał szczegółów konwersacji, lecz dowiedziałem się, że jakaś paczka chłopaków z antenami w garści i radiami pod pachą postanowiła przeprowadzić próby łączności w paśmie UKF, w nowej przypuszczalnie dobrej lokalizacji, którą później będzie można wykorzystać w różnych zawodach UKF, chociażby ze względy na nie złą  wysokość ponad poziomem morza. Wszystko skończyło by się może i na tych kilku zdaniach, lecz gdy koledzy zorientowali się, iż jestem w pobliżu DSC_0466 (Medium), tzn. w Jodłówce Tuchowskiej  (na moim Ranczo) dali mi propozycję nie do odrzucenia, a mianowicie mam stawić się natychmiast w miejscu ich postoju – nie zapominając o kilogramie dobrej kiełbasy  grillowej. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. – Żono – powiedziałem, -wracam za jakiś czas. – Dobrze, dobrze, – oby to tylko nie skończyło się wieczorem –skwitowała. Nie czekając dłużej odpaliłem „klimę” w samochodzie, ponieważ temperatura oscylowała w okolicach 27 stopni Celsjusza i wystartowałem. Jazda minęła szybko. Niedziela,  a więc ruch znikomy a i widoki po drodze przepiękne, – wiadomo, przecież podążamy po szlakach „Pasma Brzanki” – Park Krajobrazowy  SPFF-094. Wdrapałem się na górkę w Żurowej ( taką ma nazwę ta miejscowość) skręcając w bok z drogi głównej po około 200 metrach ukazał mi się DSC_0480 (Medium)widok, który zawsze cieszy oczy. Maszt antenowy i plątanina drutów, a pod tym wszystkim grupka kolegów, dymiący grill, wokół którego krząta się jak zwykle Krzychu SQ9MUO i szum eteru. Cóż może być wspanialszego dla oczu i uszu krótkofalowca?

 

SQ9OZF – Stanisław

 

SP DX RTTY – CONTEST

Tydzień temu, bo 25 kwietnia braliśmy udział pod znakiem SP9KAO w zawodach SP DX –contest.Organizator: PK RVG – Polska. Termin: ostatni weekend kwietnia, od 12.00Z w sobotę do 12.00Z w niedzielę. Pasma: 3.5-28MHz. Emisja: RTTY Baudot.

Właściwie nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby…. No właśnie chodzi o to „gdyby”.       Jakiś czas temu staraniem chłopaków z klubu nasz radioshack wzbogacił się o nowy Transceiver,  - FT  920. Urządzenie spełnia wymogi przyzwoitej komunikacji właściwie wszystkimi emisjami. Przeszło chrzest bojowy podczas zawodów SP DX SSB – contess, spełniając pokładane w nim nadzieje.

Aby wykorzystać w pełni jego zalety koledzy klubowi z  Tomkiem (SQ9PCH) na czele postanowili uzupełnić sprzęt o interfejs, umożliwiający pracę emisjami cyfrowymi. Pracowali kilka dni nad konfiguracją sprzętu i udało się. Praca naszej radiostacji emisjami cyfrowymi stała się możliwa, a wręcz są do niej doskonałe warunki. Radio – spełniające wymogi w tym względzie, kompatybilny interfejs, dobry komputer z dwoma monitorami i ewentualna końcówka mocy, nie mówiąc już o antenach, które w tej chwili, może nie do końca, ale wystarczają do poprawnej pracy.

         Niedzielny poranek. Słoneczko pięknie grzeje, więc postanowiłem odwiedzić chłopaków w klubie, ponieważ wiedziałem, iż mają pracować w SP DX RTTY contest. Sam nie bardzo DSC_0299 (Medium)interesuję się „cyfrówkami” więc nie przykładałem zbyt wielkiej wagi do tych zawodów, ale myślę sobie – kolegów odwiedzić trzeba, a jeszcze do tego pożyteczne będzie zdobyć jakaś wiedzę na ten temat, od tych co się na tym znają. W klubie zastałem kolegę Janusza (SP9JZT) skupionego przy ekranach, obserwując pojawiających się korespondentów i dokonującego wpisów do logu. Witaj Januszu – mówię od progu. Januszek jak zwykle lubiąc wtrącić angielski zwrot  -„ nice see you” odpowiada – lekko wzdychając.

- Czemu tak wzdychasz? – pytam. – Zmęczony? Drążę dalej. – Nie, to nie to, zawiedziony jestem tylko troszeczkę kolegami. Myślałem, że mając to wszystko co mamy, entuzjazm będzie większy. Ale jest jak jest. – Dzięki Kubie SQ9DDA mogę dalej pracować, ponieważ miałem jakąś awarię a on „siedzi w tym mocno”, więc szybciutko się z tym uporał. Trochę razem ponarzekaliśmy – jak DSC_0300 (Medium)zwykle, potem tematem wiodącym była- technika łączności cyfrowych. Plusem tej emisji jest to, że podczas łączności można rozmawiać z towarzyszącą osobą.   -Na obecną chwilę mamy około 350 łączności, przewiduję, że do końca zawodów nie uda się zrobić więcej jak 450. – Mankamentem jest również – kontynuuje Janusz,  to że na obecną chwilę nie posiadamy odpowiedniego programu logującego w tego typu zawodach, dlatego stworzenie logu do wysyłki będzie trochę kłopotliwe, ale damy radę – skwitował na koniec SP9JZT.  O! Witamy serdecznie! W drzwiach ukazał się uśmiechnięty Kuba SQ9PUZ. – Januszu 

DSC_0302 (Medium)

– widzisz – podsumowałem – jednak nie będziesz sam, masz towarzysza. Wymieniliśmy jeszcze kilka
ogólnych uwag i musiałem opuścić przyjazne, nagrzane mocą końcówki pomieszczenie klubowe. 
Wieczorem, dostałem informację, iż rzeczywiście Janusz miał rację. Końcowa liczba łączności oscylował w okolicy 450. Są to wprawdzie pierwsze zawody tego typu prowadzone w klubie, konkluzja jest jednak taka – gdyby koledzy dopisali, – gdyby wiedza i doświadczenie operatorskie było większe, liczba łączności byłaby również większa. Mając już „taki sprzęt” drodzy koledzy, musimy się zmobilizować. W „cyfrówkach” możemy być górą.

Do następnego razu.    Stanisław SQ9OZF.

Pracujemy na FT – 920

Nowe Radio w SP9KAO.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnie spojrzenie na wysłużonego staruszka, który w ostatnim czasie przeszedł wodny wstrząs i odłączamy zasilanie  oraz odkręcamy anteny. Icom 720 służący przez dekadę w  Klubie SP9KAO, ląduje na bocznym biurku, natomiast jego miejsce zajmuje nowy ( no może nie w sensie nowy) lecz nowo zakupiony 

DSC_0225 (Small)transceiver  o nazwie  FT 920. Samo spojrzenie na ten sprzęt napawa dumą, a co dopiero jak zacznie pracować?

         Stary Icom 720 służył długie lata i ma swoja historię.  Zakupiony został staraniem Zbyszka SP9IEK ze środków darowanych po części przez ówczesnego prezesa Karpackich Zakładów Gazownictwa oraz Wojewódzkiego zarządu LOK. Tym sposobem Klub SP9KAO wzbogacił się o sprzęt na miarę owych czasów. Radio to spełniało się w codziennym życiu klubu lecz oczywistym było, iż nie sprosta wymogom stawianym podczas poważniejszych zawodów. W ostatniej dekadzie członkowie klubu czynili różne starania w celu pozyskania środków na zakup sprzętu, który mógłby sprostać stawianym wymogom, lecz wysiłki te kończyły się porażką.

         Nadszedł jednak ten dzień, kiedy pewien krótkofalowiec o niebieskich 20150214_115300 (Medium)oczkach, a może to „krótkofalówka” przedstawiła nam urządzenie już klasy wyższej,  klasy, która pozwoli na pracę w poważnych Contestach i które ma królować w klubowym radioshacku. No brawo, brawo! Nasza ANIA – przyszły krótkofalowiec spod znaku SP9RHN (dwuletnia córeczka oczywiście) pod czujnym i poważnym okiem Janusza SP9JZT, chce nam powiedzieć: no macie, nareszcie macie to o co tak długo czyniliście starania. Zwyciężyła wola waliki o lepsze, całego zespołu klubowego. I to się chwali. Inicjatywa jaką podjęli chłopaki z SP9KAO zaowocowała zakupem DSC_0210 (Medium)dobrego sprzętu. Środki pozyskali z własnej tzw. „ściepy” nie otrzymując nic z zewnątrz. Nie będę tu wymieniał wszystkich uczestników owej inicjatywy, ponieważ mógłbym kogoś skrzywdzić pomijając go. Nie mam w tym temacie dostatecznej wiedzy. Z resztą nie o to tu chodzi. Ważne jest to, że pomimo braku jakiejkolwiek reakcji ze strony instytucji, do której klub należy tj. Ligii Obrony Kraju, ludzie zrzeszeni pod znakiem SP9KAO potrafili  sobie poradzić, pokonując poważną barierę jaką jest brak środków. Transceiver nie jest oczywiście własnością Klubu, jest własnością wszystkich tych, którzy na DSC_0209 (Medium)ten sprzęt się złożyli i w momencie likwidacji formacji LOK-owskiej jaką jest Klub wartość owego urządzenia wraca do właścicieli. Miejmy jednak nadzieję, że losy tej małej społeczności klubowej potoczą się w dobrym kierunku  a radio będzie służyło jeszcze długie lata.  Dziwi tylko fakt, że praca i zaangażowanie tej grupy ludzi, która chce pracować z młodzieżą, chce propagować krótkofalarstwo i przekazywać pozytywne wartości jakie niesie ze sobą uprawianie tego hobby, nie znajduje uznania u władz jednostki nadrzędnej. Wiadomo, że w obecnej chwili komercja rozpycha się łokciami, lecz wydaje mi się, że jeżeli nie będziemy doceniać bezinteresownej pracy grupy ludzi dla społeczeństwa, a mamona przysłaniać będzie nam oczy, to daleko nie zajedziemy.

         Wracamy jednak do klubowego pomieszczenia, gdzie oczywiście króluje nowy TRX. Obok widzimy świetnie wykonany dodatkowy głośnik z filtrami, robota DSC_0212 (Medium)oczywiście Tomka SQ9KDO. Porządne monitory wraz z komputerem, to z kolei zasługa Tomka SQ9PCH i jego grupy. Obok monitorów widzimy jeszcze małe urządzenia służące do łączności cyfrowych. Radio jest sprzężone z komputerem i jest w stanie podjąć wyzwanie. Walczymy w zawodach. Patrząc z boku, w zasadzie pełny profesjonalizm. Widok tak skonfigurowanego sprzętu napawa dumą. Tak trzymać. SPKAO – górą. Jeszcze pokażemy na co nas stać. Do następnego razu.

Stanisław SQ9OZF

 

 

         

CQ WW DX Contest 2014 – część CW

CQ WW DX Contest 2014, za nami część SSB zbliża się test na CW. Zawody tego typu są wyczerpującą akcją dla operatorów tym bardziej, że są długie w czasie i wymagają perfekcyjnego odbioru telegrafii. Niestety tych właśnie operatorów nam brak. Wielu kolegów potrafi odebrać kilka znaków i zrobić podstawowe QSO, ale to nie to samo co wystartować w zawodach.
Tu właśnie nasz klub SP9KAO zgłasza zapotrzebowanie i zaprasza do pomocy chętnych i czujących się na siłach pracować kilka godzin w zawodach – operatorów telegrafistów. Ostatnie spotkanie przed zawodami to piątek /28 listopada/ – dzień klubowy – około godziny 18-ej.
ZAPRASZAMY.

Znów nadajemy!

Remont anten (2)Remont dachu zakończony. Nadeszła pora na usprawnienie systemu antenowego, który niestety ucierpiał, ponieważ wiosenne wichury załatwiły nam maszt od Cubical Quada – krzywiąc go o paręnaście stopni na wschodnią stronę. Podczas remontu dachu musieliśmy zdemontować całe okablowanie anten tam zainstalowanych. Na dodatek jeszcze, mechanizm obrotowy przy antenach na pasmo 2M został uszkodzony, pewnie ze względu na wadliwą zębatkę, która pod wpływem pracy ale i sił przyrody po prostu rozleciała się. Chcąc aby urządzenia klubowe Remont anten (3)zaczęły pracować, należało niezwłocznie przystąpić do wykonania prac polegających na usunięciu tych usterek i ponownym podłączeniu i zmodyfikowaniu instalacji antenowej.

Nie pozostało zatem nic innego jak tylko skrzyknąć chłopaków i zabrać się do roboty. Tak też się stało. W dniu wczorajszym tj. sobota 11 października jak na zamówienie pogoda piękna, grupa naszych członków w osobach Janusza SP9LAS, Zbyszka SP9IEK, Stanisława SQ9AOR, Remont anten (4)Janusza SP9JZT, oraz Damiana SQ9DJD, nie bez wysiłku wykonała niezbędne prace. Usprawniono rotor rozciągnięto kable oraz wymieniono rurę na maszcie QQ, ponieważ próba prostowania istniejącej nie była możliwa. Przygotowano podstawę do wertikala wielopasmowego. Dzięki temu zaangażowaniu radiostacja klubowa może już zacząć żyć od nowa. Według relacji Janusza SP9LAS nie wszystko jednak poszło jak po maśle. Zaklinowana rura masztu  w pewnym momencie zdawała się Remont anten (5)ciężkim orzechem do zgryzienia, jednakże przytomność umysłu i zaradność Damiana SQ9DJD pozwoliła zażegnać problem. Niezwykłą również sprawnością w pracy na wysięgniku podnośnika wykazał się również według relacji Janusza Zbyszek SP9IEK. Możliwość wymiany rotora  na maszcie UKF-owym też w pewnym momencie stała pod znakiem zapytania. Okazało się mało miejsca na jego ulokowanie w przeznaczonym do tego  gnieździe. Jak przy takich przeróbkach przystało, trafiło się nam jeszcze kilka drobnych niespodzianek, ale daliśmy radę. Wszystkim zaangażowanym, składamy gorące podziękowania za włożony trud w wykonanie tych robót, który mam nadzieje przysporzy nam wszystkim sporo satysfakcji i zadowolenia z możliwości pracy radiostacji, Remont anten (6)szczególnie, że zbliżają się ważne zawody międzynarodowe, w których Klub SP9KAO ma zamiar brać udział. Pozostało nam jeszcze sporo do roboty. Instalacja kolejnych anten jednopasmowych oraz wertikala wielopasmowego. Tematem nurtującym jest przełącznik anten pozwalający uniknąć dodatkowych kabli i jeszcze kilka innych usprawnień, ale te zostały odsunięte na plan dalszy.

Życzymy sukcesów.

                                                                       SQ9OZF Stanisław.  Korekta i foto SQ9AOR Stanisław.

POTOP W KLUBIE SP9KAO

Wprawdzie zdarzenie owo miało miejsce w miesiącach letnich, lecz jego waga jest tak duża, iż jest wręcz niemożliwym aby przejść nad nim, do porządku dziennego. Dlatego też polecam lekturę poniższej relacji.

Jak zwykle przyszedłem do klubu, przekręciłem klucz i otworzyłem drzwi. Stanąłem jak wryty. Pomieszczenie zdawało się pływać w wodzie. Pierwsze spojrzenie skierowałem w stronę miejsca gdzie zwykle znajduje się nasz TRX . Sprzęt, którego zniszczenie spowoduje to, że nie będziemy mieli, na czym pracować. Nie dość, że wysłużony OLYMPUS DIGITAL CAMERAstaruszek, to jeszcze to nieszczęście. Niestety! Cały zalany wodą. Porozglądałem się dookoła i stwierdziłem z przerażeniem, że kataklizm powodziowy nie oszczędził i innych sprzętów. Na urządzeniu R-140, stoi woda, Sterowniki obrotnic zalane, na ścianie woda, na podłodze pełno wody. Rany Boskie. Co się tu działo? W tym zamieszaniu nawet nie zauważyłem, że w klubie zjawił się Janusz SP9LAS. – Dobrze, że jesteś Januszku, zawołałem, – potrzebny jest ratunek. Spójrz, co się podziało. Wspólnie złapaliśmy jakieś ścierki i zaczęliśmy gorączkowo OLYMPUS DIGITAL CAMERAwycierać w pośpiechu urządzenia elektroniczne, mając w duchu nadzieję, że woda oszczędziła ich wnętrzności. Powycieraliśmy urządzenia z, zewnątrz, lecz ze sufitu nadal kapała woda. Zmuszeni byliśmy wszystko zdemontować i usunąć urządzenia w bezpieczną lokalizację, a na ich miejsce podstawić wiadra na wodę, które i tak na nie wiele się zdały, bo podłoga i tak już pływała w wodzie. O! Rany! Ale się porobiło! Próbując ratować, co się dało i usuwając skutki tego jakże dla nas niekorzystnego zdarzenia, OLYMPUS DIGITAL CAMERAzastanawialiśmy się głośno, co też mogło być przyczyną tej wodnej apokalipsy w naszym klubie. Że nawałnica przeszła nocą, to było wiadomo, że dach akurat w remoncie, to też było wiadomo. Ale przecież wszystko miało być zabezpieczone. Co więc się podziało, że takie pobojowisko zastaliśmy w klubie? Odpowiedź otrzymaliśmy dopiero po rozmowie z wykonawcami remontu. Okazało się, bowiem, że owszem po zerwaniu istniejącego poszycia, dach został zabezpieczony przed ewentualną burzą. Jednakże nawałnica okazała się tak potężna, że poradziła sobie z wszelkimi zabezpieczeniami, jakie zastosował wykonawca i stało OLYMPUS DIGITAL CAMERAsię. Nie wiemy na razie, jakie ponieśliśmy straty, ale po ilości wody, można przypuszczać, że zalany sprzęt będzie nadawał się chyba tylko na złom elektroniczny. Będziemy suszyć i ratować, co się da, ale na moje oko, „ musztarda po obiedzie”, diabli wzięli transceivery. A szkoda. Służyły tyle lat.

Jakie ponieśliśmy straty? Na razie nie wiadomo. Po wykonaniu przeglądu wszystkich urządzeń, bo te niby suche, mogły być też zalane, będziemy mogli przekazać kolegom bilans tego, jakże godnego pożałowania zdarzenia. Nie wiem jak wy, ale mnie się wydaje, że ktoś powinien OLYMPUS DIGITAL CAMERAponieść odpowiedzialność za to zdarzenie. Samo się nie stało, tylko jak tu pociągnąć do odpowiedzialności siły natury?

Budynek LOK- przy ul. Krzyskiej w Tarnowie od wielu lat wymagał remontu. Poprzedni dzierżawca nie bardzo kwapił się do ratowania budynku. Dopiero, gdy gospodarzem obiektu został Pan Jurek Madej, słoneczko nadziei na lepsze zaczęło przyświecać. W bardzo krótkim czasie obiekt zmienił się nie do poznania. Już po kilku miesiącach na własne oczy można było stwierdzić pozytywne działanie gospodarza. Zmieniło się otoczenie budynku, porządek jest w tej chwili codziennością, pomieszczenia wewnętrzne zostały doprowadzone do OLYMPUS DIGITAL CAMERApełnej funkcjonalności. Brakowało tylko ciągle środków na remont dachu, który mimo łatania ciągle przeciekał co raz to w nowych miejscach. Wreszcie udało się! Będzie nowy dach! Reasumując, cały obiekt, jakby rodzi się na nowo. Przywrócono mu możliwość służenia społeczeństwu w strukturach Ligii Obrony Kraju, jako doskonałe miejsce do rozwijania sportów strzeleckich, jak również modelarstwa, krótkofalarstwa czy innych. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzedmiotem dużej troski Pana Madeja, jako gospodarza obiektu było zabezpieczenie dachu, ponieważ jego wieloletnia eksploatacja bez jakiegokolwiek remontu, zaczęła skutkować przeciekami, które przysparzały wiele kłopotu. Jemu tylko wiadomymi sposobami i zabiegami doprowadził jednak do momentu iż na dachu pojawiła się ekipa remontowa. No i „dzięki opatrzności” czas był najwyższy. Wszyscy jesteśmy zadowoleni z takiego  obrotu sprawy. Choć musieliśmy usunąć nasze pajęczyny OLYMPUS DIGITAL CAMERAkablowe dla remontu dachu i teraz sporo pracy nad ich ponownym rozwieszeniem, ale nic to, niech tam, przynajmniej nie będzie nam na głowę kapać. No właśnie …nie będzie kapać…! Może i nie będzie, ale póki co, zalało nam pomieszczenie klubowe doszczętnie. Szacujemy straty. Trudno tu winić kogokolwiek. Z siłami natury nikt jeszcze nie wygrał. A, że trafiło akurat na nas – szkoda. Mamy OLYMPUS DIGITAL CAMERAjedynie nadzieję, że władze LOK-u docenią nasze starania o klub i pomogą nam w odzyskaniu pełnej funkcjonalności. Mamy również nadzieję, że gospodarz obiektu, jako naoczny świadek tych wydarzeń i jako nasz sąsiad, klubowy, który widzi jak działamy i jak pragniemy służyć społeczeństwu poprze nasze starania o przywrócenie pełnej sprawności klubu SP9KAO. 

Stanisław SQ9OZF

 

 

Krótkofalowcy w Jodłówce Tuchowskiej

Niektórzy zapewne z niecierpliwością oczekują przyszłego weekendu. No tak, wydarzenie roku. 29 spotkanie krótkofalowców na Pogórzu 2014. Impreza godna polecenia. Jest ona, jak sie wydaje, jedną z największych w regionie i co ciekawe przyciąga liczne towarzystwo braci krótkofalarskiej niemal z całej Polski, a bywa, że i zagraniczni nas odwiedzają.

12-13-14 września na terenie Zespołu Szkół w Jodłówce Tuchowskiej oraz na terenie Ośrodka Wczasów Dziecięcych odbędzie się impreza, której głównym organizatorem jest Odział Terenowy nr 28 Polskiego Związku Krótkofalowców z siedzibą w Tarnowie, a jednostką wspierającą organizatorów jest nieodłączny Tarnowski Klub Krótkofalowców i Modelarzy SP9KAO.

Program spotkania jak w latach ubiegłych właściwie nie zmienia się. 12-go w piątek organizatorzy przygotowują pomieszczenia, lokując sprzęt, anteny lądują na szczytach pobliskich drzew i dachów, a pierwsi lokatorzy domków w ośrodku zajmują pokoje. Czynione są również przygotowania do biesiady w dniu następnym. Komponenty do słynnego już kociołka SQ9MUO muszą być przygotowane nieco wcześniej, ponieważ ilość jaka jest potrzebna do zaspokojenia apetytów jest znaczna, a czasu na ich przygotowanie mało.

Sobota 13-go września,  poranku otwiera swoje podwoje giełda sprzętu. Czegóż tu nie można znaleźć. Dominuje oczywiście sprzęt i akcesoria krótkofalarskie. Duża część gości właśnie dla tej giełdy tu przybywa. Około godziny 12:00 Brać krótkofalarska zbiera się na wspólną pamiątkowa fotografię. O godzinie 13:00 kuchnia Ośrodka zaprasza na zazwyczaj wyśmienity tani obiad. Poobiednia sjesta przybliża nas do części oficjalnej, która odbędzie się około godziny 14:30. Głównym punktem programu jest oczywiście podsumowanie Zawodów Tarnowskich. Wręczenie trofeów, pucharów, dyplomów i upominków zakończy tę część. Około godziny 17:00 rozpocznie się część mniej oficjalna lecz przez wielu oczekiwana. To wspólne ognisko ze smakowitą kiełbaską oraz osławiony już kociołek mają umilać spędzenie czasu z ludźmi, których niekiedy mogliśmy tylko słyszeć przez radio, a dziś są obok nas. I oto w tej imprezie właśnie chodzi. Spotykajmy się. Zapach ogniska będzie nam towarzyszył zapewne do późnych godzin wieczornych. Od gadania zaschnie w gardle, wiec trzeba będzie wypić jakąś herbatkę po zbójnicku. A wiadomo, że owa herbatka jest mocno usypiająca, więc zaśniemy pełni wrażeń dnia poprzedniego. Niedzielny poranek może być różny. Ale będzie to zapewne czas na spacery, grzybobranie i ostatnie spotkania ze znajomymi. Impreza zazwyczaj kończy się o godzinie 12:00.

Gwoździem sobotniego spotkania miała być wizyta Burmistrza Tuchowa, który przyjął nasze zaproszenie, lecz ostatnie wiadomości nie potwierdzają tego faktu. A szkoda. Ranga naszego spotkania zapewne by wzrosła.

No cóż, zapraszamy serdecznie. Organizatorzy uczynią wszystko, aby każdy gość wyjechał zadowolony i z postanowieniem przyjazdu za rok.

Stanisław SQ9OZF

 

 

Poznański Czerwiec 1956

Podstawowym zadaniem, jakie mam do wykonania, prowadząc ten blog to: przekonać wszystkich, że nasza działalność klubowa, jest bezsprzecznie pożyteczna i nie zamierzamy spoczywać na laurach. Wręcz przeciwnie, będziemy nasze wysiłki intensyfikować, aby rezultaty były bardziej widoczne. Czynimy to przede wszystkim dla społecznego pożytku, ale również z nadzieją,, iż zostaniemy zauważeni przez władze zwierzchnie Ligii Obrony Kraju. Będziemy starać się przekonać je do naszej działalności i co tu dużo mówić, będziemy prosić o pomoc w zakupie nowego sprzętu, szczególnie po ostatnich szkodach jakie nas dotknęły w związku z remontem dachu. Prowadzone prace remontowe w połączeniu z nawałnicami jakie akurat miały miejsce spowodowały zalanie naszego pomieszczenia klubowego i uszkodzenie sprzetu radiowego.Raport dotyczący tych zdarzeń zamieszczę w osobnym wpisie.

Teraz natomiast, pragnę zademonstrować jeden z dyplomów, które ostatnio otrzymaliśmy, biorąc udział w zawodach „ Poznański Czerwiec 1956”. Należy tu bezsprzecznie wymienić kolegę, który niezmordowanie walczy o byt naszego klubu SP9KAO. Nie jest to nikt inny, jak tylko bezcenny Janusz SP9LAS. Januszu,  w tym miejscu z wdzięcznośią składam gorące podziękowania w imieniu wszystkich członków SP9KAO.

Koledzy z Poznańskiego oddziału PZK postarali się. Dyplom jest moim zdaniem opracowany świetnie pod względem graficznym. Posiada wyraz i próbuje wprowadzić widza w atmosferę tamtych czasów. Świetna pamiątka po zawodach.

Dypl. Pozn. Czerw. 1956 (Medium)

 

Była! Była zabawa! Ale się działo…! cz. 2

Właściwie to już minęło troczę czasu od wesołego wieczoru i tak się zastanawiałem, czy będzie się chciało komuś czytać jakieś wspomnienia z dawno zapomnianej imprezy, czy jest w ogóle sens wracać do tamtych godzin. Myśli wybiegają trochę do przodu, ponieważ zima jakby powoli chciała ustąpić, czeka nas trochę pracy w zawodach, a i przy antenach niezmordowany SQ9OL Rafał planuje niejakie zmiany, czeka nas przygotowanie spotkania z młodzieżą „Korpusu Kadetów w Łysej Górze, wszystko to zapewne będzie nam zaprzątać głowę. Po namyśle jednak, doszedłem do wniosku, że jeżeli ktoś usiądzie i otworzy nasz blog, to może z przyjemnością powspomina chwile, wesoło spędzone w gronie kolegów przy kawie i herbacie, wróci myślami do rozgadanej sali, wypełnionej muzyką, graną na PRL-owskim sprzęcie, wspomni  szampański nastrój, który po wypiciu zbójnickiej herbaty, szumiał w głowie i unosił się bąbelkami radości i śmiechu. 

Już późnym popołudniem słychać było komendy, które Krzysiek SQ9MUO kierował do swoich współtowarzyszy dyrygując ustawianiem i rozpalaniem ognia, na którym sławny już niemal na całą Polskę „kociołek” będzie kipiał wspaniałym daniem, opracowanym przez Krzysia chyba tylko na okazje spotkań krótkofalarskich. Aura w tym roku była wyjątkowo sprzyjająca. Przecież to 11 styczeń a temperatura powyżej zera, no może wiatr trochę za mocno hulał, co przeszkadzało w spokojnym rozpaleniu ognia, ale i z tym drużyna sobie poradziła. Niejaki chłód, towarzyszący chłopakom na zewnątrz był skutecznie niwelowany przez pewnego rodzaju środki, które w sposób bardzo skuteczny radziły sobie z tym problemem. a co jeszcze ciekawe, co który z kolegów wychodził do pomocy na parter, wracał jakiś ożywiony, odmieniony, zadowolony, no nie wiem, pobyt na tym LOK-owskim świeżym powietrzu bardzo im służył. 

Goście schodzili się już od dobrych kilkudziesięciu minut i właściwie nie wiadomo było -czy zaczynać część oficjalną, czy czekać na ewentualną resztę. W pobliżu godziny 19:00 Prezes OT 28 PZK Janusz SP9LAS jednak podjął decyzję o rozpoczęciu. Zabrzmiała muzyka o trochę większym natężeniu,  a goście zaczęli się rozglądać, ponieważ wyczuwali, że nastąpi coś ważnego. I mieli rację. W prawym rogu sali , pośród plątaniny kabli, jakiegoś sprzętu audio, powstał z mikrofonem w ręku, gość, słusznej postury, przystrojony w krawat – widać było, że ma coś do powiedzenia. Głosem, który zdradzał brak pewności siebie, począł witać zgromadzonych i przybyłych gości. Nie będę szczegółowo rozdrabniał się nad wyliczeniem obecnych, ale szczególną osobę muszę przedstawić. Gościem honorowym, który zaszczycił nasze spotkanie był Prezes Powiatowego Zarządu Ligi Obrony Kraju Pan Witek Wardzała. Rozległy się brawa, gość honorowy ukłoniwszy się oddał przywitanie. Po powitalnych ceremoniach i paru słowach zagajenia, człowiek z siwizną na głowie (SQ9OZF) zaprosił gości do szampańskiej zabawy, a  z głośników popłynęła muzyka, muzyka, – no własnie, jaka muzyka? A no taka, która prawdopodobnie nie wzbudziła zainteresowania wśród pań i panów – parkiet przez pewien czas pozostał pusty. A może to nie wina muzyki, może goście potrzebowali trochę czasu, aby się oswoić z klimatem, porozglądać po sali, rozgrzać wnętrzności. Pewnie tak. Podniesione głosy, brzdęk szkła, tu i ówdzie szczery śmiech świadczyły, o tym, że ludziska przełamują lody, że zabawa dopiero się zacznie.

Spoglądam za okno, – już dobrze ciemno. Światła reklam „Gemini Park” odbijają się kolorowym refleksem w szybach, a na parkiecie dalej pusto. Szczerze mówiąc, nie miałem pomysłu, – jak wyciągnąć gości z za stołów i uruchomić ich na parkiecie. Bałem się, że dłuższe siedzenie za stołami może fatalnie wpłynąć na dalszą kondycję biesiadników, więc należało jak najszybciej coś przedsięwziąć. Idzie Stasiu SQ9AOR, może on coś zaradzi. Miałem rację Stanisław, jak zawsze pomocny, stwierdził, - czas chyba zacząć jakieś tańce,- włączaj to ustrojstwo, – mówi do mnie, – daj jakąś  wolniejszą muzykę, ja z małżonką zatańczę, to może i inni pójdą w nasze ślady. Zabrzmiały pierwsze takty, światła przyciemnione, kolorowe migają, muzyka dosyć głośna, pierwsza para zaprasza pozostałych, kilka słów zachęty przez mikrofon i już nie trzeba było więcej powtarzać. Mówiąc kolokwialnie „ludziska się rozhulali”. Odetchnąłem z ulgą. Widmo pustego parkietu, źle ma mnie działa, ponieważ mogę pomyśleć, że coś jest nie tak, że zabawa do niczego. Ale jednak nie, myślę, że jest OK. Wszyscy bawią się świetnie. A o to nam jako organizatorom chodziło. Jedna z uwiecznionych chwil jakąś cyfrówką dokumentuje nam, jakie przyjaźnie zostały nawiązane. Co bym dał za to, aby usłyszeć szeptaną wiadomość… fe, ty plotkarzu. No właśnie, a Rafał SQ9OL i ukochana żona SQ9WTO Jola zapewne tańczą ich ulubiony utwór, no pięknie. Minuty mijały bardzo szybko. Towarzystwo poczynało sobie coraz raźniej, co chwilę miałem delegację z jakąś propozycją. jedni ganili: za głośno grasz, – nie można rozmawiać, inni upominali, – czego tak cicho, źle się tańczy, a jeszcze inni, – nie masz czegoś innego, graj „baciary”, albo, – co ty grasz „baciary”? ale obciach, zagraj jakąś porządną muzykę. No niestety w tej sytuacji musiałem ściągnąć krawat i zrzucić marynarkę, pot zalewał mi czoło, przecież nie jestem zawodowym „DJ”-em, ludzie – ratunku. Zwijałem się jak w ukropie, wertując wszystkie pliki, jakie tylko posiadam i szukając utworów, które zadowoliłyby większość biesiadników. Przez jakiś czas mam spokój, dodatkowo trochę wytchnienia dla mnie wróżyły słowa, które jakby chórem wykrzyczała część gości, – brawo – kociołek! Spojrzałem na drzwi. Oczom ukazał się Krzysztof SQ9MUO wraz z Krzysiem SP9RHN a między nimi dymiący, masywny,żeliwny kociołek. Podkłady z cegły zabezpieczały parkiet przed gorącym metalem. Odkręciwszy pokrywę, Krzysztof potężną warzechą zamieszał zawartość, a niesamowita woń pieczonego ziemniaka, kiełbasy i boczku z dodatkiem niezliczonych przypraw, prawem fizyki rozeszła się po sali. Każdy łapał miseczkę i stawał w kolejce po swoją porcję. Dostało się i mnie, siadając na uboczu delektowałem się gorącym daniem, które przywodziło na myśl biesiady na wolnym powietrzu, ognisko i pieczona kiełbasę okraszoną chmarą komarów w piękne letnie wieczory. Towarzystwo zdaje się zadowolone. A własnie: oto nasz Stanisław SQ9AOR z zadowoleniem na twarzy odbiera zasłużoną porcję z kociołka, komentując: – chociaż mogę spróbować, co też wyszło z mojej krwawicy. Jak sobie przypominacie Stasiu z tą partią ziemniaków prowadził parogodzinny bój, ponieważ tak były z oczkowane, że przykro było patrzeć, a wyrzucić też szkoda. Waląc gromami z jasnego nieba, stoczył z nimi pojedynek, oczywiście wygrany. Towarzystwo rozgrzane ciepłym posiłkiem i nie tylko bawiło się doskonale. Dostojne walce, zmysłowe tanga i szybkie polki królowały na parkiecie. Co jakiś czas zaglądał do mnie Tomek SQ9KDO podtrzymując mnie na duchu i zastępując przy konsoli. A mnie w to graj. Mogłem spokojnie odpocząć w towarzystwie żony, która zaszczyciła mnie swoją obecnością i towarzyszyła mi przez całą zabawę. Czas od naszej zabawy jest tak odległy, że nie będe sie starał przytaczać szczegółów późniejszych godzin. W kazdym razie zabawa była przednia. Z czystym sumieniem można powiedzieć ” Była, była zabawa, ale sie dzialo…” Czekamy na następny rok. Powodzenia!

SQ9OZF Stanisław